Morze, góry, zachód słońca, natura to coś co kocham najbardziej. A to wszystko w jednym miejscu, wszystko niedaleko od siebie. Bardzo blisko do morza, bo zaledwie jakieś 180 schodków, blisko do lasu, blisko do gór skalistych. A dzięki temu wszystkiemu fantastyczne widoki! Czyli po prostu wspaniałe 9 dni spędzonych w Szwecji – w gronie rodziny i nowych znajomych 😉

Może od początku, już od dawna z mamą planowałyśmy polecieć do Szwecji, do cioci Lucyny i Pana Czesia. No i w tym roku w końcu udało nam się ten plan zrealizować. Pierwszy raz leciałam samolotem i powiem Wam, że było całkiem spoko. Szczerze myślałam, że będę bardziej się bała, ale mile się zaskoczyłam i chyba polubiłam latanie 😀

Pierwszego dnia pogoda nam nie sprzyjała. Był mocny wiatr i deszcz, nad morzem prawie sztorm. Ale co z tego, zdjęcia być musiały i myślę, że odwzorowują to o czym piszę. Na szczęście z każdym kolejnym dniem pogoda robiła się coraz ładniejsza. Ciepło było nam potrzebne, chociaż to i tak nie było to samo ciepło co u nas. Najważniejsze jest to, że przez kolejne dni było słońce i można było na spokojnie wszystko zwiedzić oraz poodpoczywać w zaciszu jednej z zatok Morza Północnego, w którym jedynie udało mi się zamoczyć nogi. Niby słońce, niby ciepło, ale jednak to Skandynawia, więc woda w morzu była jak dla mnie momentami zbyt lodowata.

Co więcej? Język szwedzki jest bardzo trudny, i z tej też przyczyny nie pamiętam nazw miejsc, sklepów, czy miejscowości, w których bywałyśmy w kolejnych dniach. Więc bez sensu będzie opisywanie tych miejsc, myślę, że zdjęcia zrobią to za mnie. Jedyne co się nauczyłam to wymawiać miejscowość, w której mieszka ciocia – Ödsmålsmosse, bo codziennie mijałam ten znak co najmniej 2 razy 😀 Ciekawym doświadczeniem było łowienie krabów. Mnóstwo śmiechu i ucieczek 😀 Świetna była też przejażdżka łódką, wiatr we włosach, pełno wody, piękne widoki, słońce, na około pełno wysp. Po prostu cudo!

Na koniec zaznaczę tylko, że nie wszystkie zdjęcia są zrobione przeze mnie, nie wszystkie też są zrobione z aparatu. Nie każdego dnia brałam go ze sobą, ze względu na pogodę i inne okoliczności. Ale zdjęcia były robione każdego dniu, nieważne z czego. Chodzi o całość. Nie zabrakło również „kilka” selfików, backstage’ów, jak i zdjęć grupowych, z ciocią, mamą i Panem Czesiem 🙂 Co mam na myśli pisząc kilka w cudzysłowie ? Mama wie to najlepiej, zresztą może sami się domyślicie, gdy zobaczycie kilka jej zdjęć z backstage, kiedy to stoi i sama sobie pstryka zdjęcia 😀 haha Chociaż to tylko niewielka ich część. Mnie zresztą w takiej pozie też możecie zobaczyć ;D

Troszkę się rozpisałam, nie wiem czy ktoś zdołał to przeczytać, czy w połowie już przeszedł do oglądania zdjęć. Nie mniej i tak o wszystkim jeszcze nie opowiedziałam, ale tym którzy wytrwali do końca serdecznie dziękuję! Dłużej nie będę Was zanudzać. Myślę, że zdjęcia powiedzą więcej – czyli to jakie fantastyczne widoki miałam możliwość oglądać, a teraz chętnie Wam je pokazać. Możecie mi pozazdrościć 😀